Zgodnie z naszym planem medycznym, doktor Willner zarządził sprawdzenie wagi wszystkich uczestników już przed rozpoczęciem
wyścigu, co zostało przeprowadzone ponownie po upływie sześciodniowego okresu. Ponadto wszystkim zawodnikom, nie tylko narodowości niemieckiej, zaoferował inhalacje tlenowe. Propozycje przyjęli prawie wszyscy rywale. Każdego dnia w naszym ośrodku wychodziło sześć do siedmiu butli tlenu, co potwierdza ogromne trudy wyścigu.
Po zakończonej niemal w ostatniej chwili przebudowie stupięćdziesięciometrowy tor welodromu prezentował się zupełnie inaczej. Świeżo ubita nawierzchnia była pomalowana na zielono. Na galerii, na miejscach stojących, tłoczyła się młodzież. W lożach i w krzesłach parteru widziało się panów z zachodnich rubieży Berlina we frakach i z białymi szarfami w pasie. Panie zasłaniały widok ogromnymi kapeluszami. Co prawda już drugiego dnia, kiedy nasz Willy Arend miała dwa okrążenia straty, w loży dworskiej zasiadł książę Oskar ze świtą, ale gdy czwartego dnia przez dwadzieścia pięć okrążeń faworyci Mac Farland i Moran zaciekle walczyli ze Stołem i Berthetem o prowadzenie, a Francuz Jacquelin spoliczkował naszego kolarza Stellbrinka, po czym na galerii powstał tumult i publiczność o mało co nie zlinczowała Jacquelina, wyścig na krótki czas przerwano, a Francuza zdyskwalifikowano, pojawił się ze wspaniale wystrojonym orszakiem Jego Cesarska Wysokość następca tronu i pozostał w dobrym humorze do późna w noc. Wielka owacja na jego wejście. Do tego skoczne marsze wojskowe, ale też popularne melodie dla rozwrzeszczanej publiczności. Nawet w trakcie spokojnych godzin, kiedy kolarze bardzo wolno pokonywali kolejne okrążenia, rozbrzmiewała dziarska muzyka, żeby nikomu nie dać zasnąć. Stellbrink, twardy chłop, który pedałował teraz z mandoliną w ręku, oczywiście nie przebił się przez marszowe hałasy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz