sobota, 23 sierpnia 2008

Zgodnie z naszym planem medycznym, doktor Willner zarządził sprawdzenie wagi wszystkich uczestników już przed rozpoczęciem
wyścigu, co zostało przeprowadzone ponownie po upływie sześcio­dniowego okresu. Ponadto wszystkim zawodnikom, nie tylko narodowości niemieckiej, zaoferował inhalacje tlenowe. Propozy­cje przyjęli prawie wszyscy rywale. Każdego dnia w naszym ośrodku wychodziło sześć do siedmiu butli tlenu, co potwierdza ogromne trudy wyścigu.
Po zakończonej niemal w ostatniej chwili przebudowie stupięćdziesięciometrowy tor welodromu prezentował się zupełnie inaczej. Świeżo ubita nawierzchnia była pomalowana na zielono. Na galerii, na miejscach stojących, tłoczyła się młodzież. W lożach i w krzesłach parteru widziało się panów z zachodnich rubieży Berlina we frakach i z białymi szarfami w pasie. Panie zasłaniały widok ogromnymi kapeluszami. Co prawda już drugiego dnia, kiedy nasz Willy Arend miała dwa okrążenia straty, w loży dworskiej zasiadł książę Oskar ze świtą, ale gdy czwartego dnia przez dwadzieścia pięć okrążeń faworyci Mac Farland i Moran zaciekle walczyli ze Stołem i Berthetem o prowadzenie, a Francuz Jacquelin spoliczkował naszego kolarza Stellbrinka, po czym na galerii powstał tumult i publiczność o mało co nie zlinczowała Jacquelina, wyścig na krótki czas przerwano, a Fran­cuza zdyskwalifikowano, pojawił się ze wspaniale wystrojonym orszakiem Jego Cesarska Wysokość następca tronu i pozostał w dobrym humorze do późna w noc. Wielka owacja na jego wejście. Do tego skoczne marsze wojskowe, ale też popularne melodie dla rozwrzeszczanej publiczności. Nawet w trakcie spokojnych godzin, kiedy kolarze bardzo wolno pokonywali kolejne okrążenia, roz­brzmiewała dziarska muzyka, żeby nikomu nie dać zasnąć. Stellbrink, twardy chłop, który pedałował teraz z mandoliną w ręku, oczywiście nie przebił się przez marszowe hałasy.

Brak komentarzy: