Już mój ojciec z poruczenia towarzystwa żeglugowego z Bremy pracował w Tangerze, Casablance i Marrakeszu, i to na długo przed pierwszym kryzysem marokańskim. Człowiek wiecznie zatroskany, któremu polityka, w szczególności rządzący daleko kanclerz Bülow, mąciła bilanse. Dla mnie jako jego syna, który wprawdzie utrzymywał nasz dom handlowy mniej więcej na powierzchni, mimo silnej francuskiej i hiszpańskiej konkurencji, ale prowadząc codzienne interesy zajmował się szafranem, figami, daktylami i orzechami kokosowymi bez prawdziwej pasji, toteż chętnie zamieniał kantor na herbaciarnię, a i poza tym dla wszelkiej rozrywki odwiedzał souki, ciągłe gadanie o kryzysie przy stole i w klubie było raczej śmieszne. Zatem również spontaniczną wizytę cesarza u sułtana obserwowałem z dystansu i przez ironiczny monokl, zwłaszcza że Abd Al Aziz nawet na niezapowiedziane odwiedziny władcy innego państwa potrafił zareagować godnym podziwu spektaklem, osłaniając dostojnego gościa z pomocą malowniczej gwardii przybocznej i angielskich agentów, a po kryjomu zapewniając sobie jednak łaskawość i opiekę Francji.
Mimo wielokrotnie wyśmiewanych wpadek przy lądowaniu - barkas z monarchą omal się nie wywrócił — występ cesarza był imponujący. Wjechał do Tangeru na wypożyczonym, najwidoczniej nerwowym siwku, mocno trzymając się w siodle. Były nawet radosne okrzyki. Wszelako spontanicznie podziwiano w szczególności jego hełm, który wysyłał harmonizujące ze słońcem sygnały świetlne.
Później po herbaciarniach, ale i w klubie kursowały karykatury, na których ozdobiony orłem hełm, wyzbyty jakiejkolwiek fizjonomii, za to z cesarskim wąsem, prowadził ożywione rozmowy. W dodatku rysownik - nie, to nie ja byłem tym złoczyńcą, tylko artysta, którego znałem z Bremy i który utrzymywał kontakty z bracią artystyczną z Worpswede - potrafił tak zręcznie ukazać hełm i podkręcony wąs na marokańskim tle, że kopuły meczetów i ich minarety jak najżywiej współgrały z krągłością bogato zdobionej pikielhauby i spiczastym grotem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz