sobota, 23 sierpnia 2008

Potem wróciłem do rzeczowego tonu, mówiłem dla równowagi o stu dwudziestu tysiącach metrów sześciennych betonu i piętnas­tu tysiącach metrów sześciennych granitu. Radca dworu Thieme, u którego boku pojawił się tymczasem architekt masywnej budowli, profesor Schmitz, nie ukrywał dumy i nazwał pomnik „godnym poległych”. Następnie pogratulował Schmitzowi, który ze swej strony dziękował Thiememu za wykołatane pieniądze na budowę i okazane zaufanie.
Zapytałem obu panów, czy tacy są pewni granitowej inskrypcji, na górnym cokole, umieszczonej dokładnie na osi środkowej: „Bóg z nami”. Popatrzyli na mnie pytająco, potem pokręcili głowami i ruszyli ku kamiennemu kolosowi przytłaczającemu swoją masą dawne śmietnisko. Takich poczciwców należałoby wykuć w grani­cie i ustawić pomiędzy owymi osiłkami, którzy ramię przy ramieniu stanowią hen wysoko uosobienie pomnika, pomyślałem sobie.
Nazajutrz miało się odbyć poświęcenie. Miał przybyć nie tylko Wilhelm, ale także król Saksonii, aczkolwiek wówczas Sasi przeciw­ko Prusakom... Czyste październikowe niebo zapowiadało cesarską pogodę. Jeden z moich podmajstrzych, na pewno socjał, wyrzucił z siebie: - No, w czymś takim to my, Niemcy, jesteśmy wielcy. Budować pomniki! Nie oglądając się na koszty!

Brak komentarzy: