Nazywajcie mnie kapitanem Syriuszem. Moim twórcą jest sir Arthur Conan Doyle, sławny autor popularnych na całym świecie opowieści o Sherlocku Holmesie, w których kryminalistykę uprawia się z naukową ścisłością. I jakby mimochodem próbował on ostrzec wyspiarską Anglię przed grożącym niebezpieczeństwem ogłaszając - w osiem lat po spuszczeniu na wodę naszej pierwszej zdatnej do morskich działań łodzi podwodnej - opowiadanie pod tytułem „Zagrożenie”, które w wojennym roku piętnastym ukazało się w niemieckim przekładzie jako „Wojna łodzi podwodnych, czyli jak kapitan Syriusz pokonał Anglię”, i do końca wojny doczekało się osiemnastu wydań, z czasem jednak, jak się wydaje, zostało zapomniane.
Według tej proroczej książeczki udało mi się jako kapitanowi Syriuszowi, królowi Norlandii, pod którą to nazwą występowała nasza Rzesza, przekonać o śmiałej, ale mimo to dającej się udowodnić możliwości odcięcia Anglii w zaledwie osiem łodzi podwodnych - więcej nie mieliśmy - od wszelkiego dowozu żywności i bezapelacyjnego zmuszenia głodem do poddania. Nasze łodzie nazywały się: „Alpha”, „Beta”, „Gamma”, „Theta”, „Delta”, „Epsilon”, „Jota” i „Kappa”. Ostatnia z wymienionych łodzi w trakcie zwycięskiej w sumie operacji niestety zaginęła w Kanale Angielskim. Ja byłem kapitanem „Joty” i dowodziłem całą flotyllą. Pierwsze sukcesy mogliśmy odnotować u ujścia Tamizy, nie opodal wyspy Sheerness: w krótkich odstępach zatopiłem trafieniami torped w śródokręcie „Adelę”, wyładowaną baraniną z Nowej Zelandii, zaraz po niej „Moldavie” towarzystwa Oriental, a następnie „Cosco”, oba statki z ładunkiem zboża. Po dalszych sukcesach u wybrzeży Kanału i pilnym zatapianiu statków aż po Morze Irlandzkie, w czym uczestniczyła cała nasza flotylla, atakując grupowo lub w pojedynkę, najpierw w Londynie, potem na całej wyspie ceny zaczęły rosnąć: pięciopensowy bochenek chleba kosztował niebawem półtora szylinga. Systematycznie blokując wszystkie ważne porty przywozowe windowaliśmy dalej paskarskie ceny i wywołaliśmy jak kraj długi i szeroki klęskę głodu. Głodująca ludność protestowała gwałtownie przeciwko rządowi. Giełda, świętość Imperium, została wzięta szturmem. Kto należał do warstwy wyższej lub mógł sobie na to pozwolić z innych względów, ten uciekał do Irlandii, gdzie bądź co bądź było pod dostatkiem ziemniaków. Na koniec dumna Anglia musiała upokorzona zawrzeć pokój z Norlandią.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz