Potem zwrócił się wprost do mnie: - Również hełm szwajcarski używany po dziś dzień przez wasze wojsko jest, mimo zmienionego kształtu, wzorowany na naszym stalowym hełmie łącznie z umieszczonymi dla celów wentylacyjnych nitami rozpierającymi.
Nie zareagował na moją ripostę: - Na szczęście naszego hełmu nie trzeba było wypróbowywać w tak elokwentnie wysławianych przez pana bitwach wyniszczających — i zasypał milczącego ostentacyjnie Remarque’a dalszymi szczegółami: od zabezpieczenia przeciwko korozji metodą szarozielonego matowienia po wystający ochraniacz karku i wyściółkę z końskiego włosia lub pikowanego filcu. Potem narzekał na dające się we znaki żołnierzom w okopach ograniczenie widoczności, ponieważ wysunięty przód miał osłaniać twarz aż po czubek nosa. — No, sam pan rozumie, że w akcjach szturmowych to ciężkie nakrycie głowy niezwykle mi zawadzało. Wolałem, prawda, że lekkomyślnie, swoją wysłużoną czapkę podporucznika, miała zresztą jedwabną podszewkę. — Następnie przypomniało mu się jeszcze coś, jak powiedział, zabawnego: - Nawiasem mówiąc na moim biurku w charakterze pamiątki leży zupełnie inny w kształcie, całkiem płaski hełm angielski, naturalnie przestrzelony.
Po dłuższej pauzie - panowie pili teraz do czarnej kawy po kieliszku pflümli - odezwał się Remarque: - Stalowe hełmy M 16, później M 17 były o wiele za duże dla odwodów, które składały się ze słabo wyszkolonych rekrutów. Ciągle się zsuwały. Z twarzy tych dzieciaków było widać tylko lękliwe usta, drżący podbródek. Było to śmieszne i zarazem żałosne. A o tym, że zwykłe pociski strzeleckie i nawet mniejsze szrapnele mimo wszystko przebijały stal, nie muszę chyba panu mówić...
Zażądał kolejnego pflümli. Jünger dotrzymywał mu kroku. Dla mnie, „dziewczęcia”, zamówili drugą szklankę świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz