sobota, 23 sierpnia 2008

Potem zwrócił się wprost do mnie: - Również hełm szwajcarski używany po dziś dzień przez wasze wojsko jest, mimo zmienionego kształtu, wzorowany na naszym stalowym hełmie łącznie z umiesz­czonymi dla celów wentylacyjnych nitami rozpierającymi.
Nie zareagował na moją ripostę: - Na szczęście naszego hełmu nie trzeba było wypróbowywać w tak elokwentnie wysławianych przez pana bitwach wyniszczających — i zasypał milczącego ostentacyjnie Remarque’a dalszymi szczegółami: od zabezpieczenia przeciwko korozji metodą szarozielonego matowienia po wystający ochraniacz karku i wyściółkę z końskiego włosia lub pikowanego filcu. Potem narzekał na dające się we znaki żołnierzom w okopach ograniczenie widoczności, ponieważ wysunięty przód miał osłaniać twarz aż po czubek nosa. — No, sam pan rozumie, że w akcjach szturmowych to ciężkie nakrycie głowy niezwykle mi zawadzało. Wolałem, prawda, że lekkomyślnie, swoją wysłużoną czapkę podporucznika, miała zresztą jedwabną podszewkę. — Następnie przypomniało mu się jeszcze coś, jak powiedział, zabawnego: - Nawiasem mówiąc na moim biurku w charakterze pamiątki leży zupełnie inny w kształcie, całkiem płaski hełm angielski, naturalnie przestrzelony.
Po dłuższej pauzie - panowie pili teraz do czarnej kawy po kieliszku pflümli - odezwał się Remarque: - Stalowe hełmy M 16, później M 17 były o wiele za duże dla odwodów, które składały się ze słabo wyszkolonych rekrutów. Ciągle się zsuwały. Z twarzy tych dzieciaków było widać tylko lękliwe usta, drżący podbródek. Było to śmieszne i zarazem żałosne. A o tym, że zwykłe pociski strzeleckie i nawet mniejsze szrapnele mimo wszystko przebijały stal, nie muszę chyba panu mówić...
Zażądał kolejnego pflümli. Jünger dotrzymywał mu kroku. Dla mnie, „dziewczęcia”, zamówili drugą szklankę świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego.

Brak komentarzy: