sobota, 23 sierpnia 2008

To było w Lubece małe wydarzenie, kiedy gimnazjalista we mnie specjalnie po to, żeby promenować do Bramy Młyńskiej albo wzdłuż brzegów Trave, kupił sobie pierwszy słomkowy kapelusz. Nie miękki filc, nie melonik, tylko płaski, chełpiący się żółtością kaczeńców słomkowy kapelusz, od niedawna w modzie, zwany albo wytwornie „kanotierem”, albo potocznie „krajzegą”. Również panie nosiły przystrojone wstążkami słomkowe kapelusze, wszela­ko długo jeszcze ściskały się usztywnionym fiszbinami gorsetem; tylko nieliczne, pobudzając nas, uczniów najstarszych klas, do kpin, miały odwagę pokazywać się choćby przed Katharineum w przepu­szczających powietrze zdrowotnych sukniach.
Wówczas dużo było nowości. Na przykład poczta wprowadziła do obiegu jednolite dla całej Rzeszy znaczki pocztowe przed­stawiające z profilu Germanię z metalowym biustem. A ponieważ wszędzie zapowiadano postęp, wielu z tych, co nosili słomkowe kapelusze, okazywało zainteresowanie nadchodzącymi czasami. Mój przeżył niejedno. Zsunąłem go na kark podziwiając pierwszego zeppelina. W Cafe Niederegger położyłem go przy świeżo wy­drukowanych i gwałtownie drażniących mieszczański zmysł „Buddenbrookach”. Potem jako student paradowałem w nim po Zwierzyńcu Hagenbecka, niedawno otwartym, i z tak jednostajnie nakrytą głową oglądałem małpy i wielbłądy na wybiegu, jak wielbłądy i małpy wyniośle i pożądliwie oglądały mnie w słom­kowym kapeluszu.
Zamieniony na sali szermierczej, zapomniany w Pawilonie nad Alster. Kilka kapeluszy niejednokrotnie cierpiało od egzaminacyj­nego potu. Raz po raz przychodziła kolej na nowy słomkowy kapelusz, którym z werwą albo jakby od niechcenia kłaniałem się paniom. Wkrótce przekrzywiałem go na bok, jak to robił Buster
Keaton w niemym filmie, tylko że nic nie napawało mnie śmiertel­nym smutkiem, przeciwnie, lada okazja skłaniała do śmiechu, toteż w Getyndze, gdzie po egzaminie dyplomowym opuściłem uniwer­sytet jako okularnik, byłem raczej podobny do Harolda Lloyda, który w latach późniejszych u szczytu wieży miotając się w słom­kowym kapeluszu wisiał filmowo śmieszny na wskazówce zegara.

Brak komentarzy: